Seks ma wiele aspektów i wymiarów, ale choroby i możliwość powołania na swiat nowego życia są najbardziej pragmatycznym z nich i pod pewnym kątem (kątem życia i zdrowia) najważniejszym. To nie jedyny wymiar seksu, ale taki, którego po prostu nie sposób pominąć, najbardziej związany z realnym życiem poza seksem. Seks jako taki nie jest pozbawiony intelektualizmu.
Temat seksu w serialu
Pięknie napisane......aż można uwierzyć, że łaczył ich wyrafinowany erotyzm wynikający z uczuć a nie "zwykły" seks. 
Seks ma wiele aspektów i wymiarów, ale choroby i możliwość powołania na swiat nowego życia są najbardziej pragmatycznym z nich i pod pewnym kątem (kątem życia i zdrowia) najważniejszym. To nie jedyny wymiar seksu, ale taki, którego po prostu nie sposób pominąć, najbardziej związany z realnym życiem poza seksem. Seks jako taki nie jest pozbawiony intelektualizmu.
Seks ma wiele aspektów i wymiarów, ale choroby i możliwość powołania na swiat nowego życia są najbardziej pragmatycznym z nich i pod pewnym kątem (kątem życia i zdrowia) najważniejszym. To nie jedyny wymiar seksu, ale taki, którego po prostu nie sposób pominąć, najbardziej związany z realnym życiem poza seksem. Seks jako taki nie jest pozbawiony intelektualizmu.
Zbieraj me gesty, przyklejaj do papieru, powstanie z nich osobowosc, dla Ciebie - przyjacielu. Zadumaj się nad nią, odczytaj ją "inaczej" - zabacz jak wiele może mieć ona znaczeń.
Powiem ci Roxi, że tak mi się wydaje, że jednak to było coś więcej między Deaconem i Brooke...Gdyby to był ( miał być) tylko sex w czystej postaci bez zaangażowania innych sfer emocji i odczuć takich jak chwilowe poczucie bezpieczeństwa, wyglądałoby to inaczej..nie zapomnę mimiki twarzy Brooke, ona była jak mała dziewczynka, która właśnie została nagle przytulona, doceniona...nie zaprzeczam, ze element zaspokojenia seksualnego odgrywa tu ogromną rolę, jednak chciałabym wierzyć i wierzę, ze było coś więcej..fascynacja, pasja, namiętność i erotyzm nieco głębszy niż w przypadku " bzykania sie w łazience z nieznajomą w dyskotece", oni o sobie wiele wiedzą, znają się, chcieli tego oboje...
Co do tego " intelektualizmu" muszę przyznać, że elementy takie występują w sexie...jednak daleko, daleko na jednym z ostatnich miejsc, czy jakby rozpatrywać wielowymiarowo temat, na jednym z ostatnich wymiarów....Od czasu kiedy ludzie zaczęli wszystko intelektualizować, nazywać uczucia, nazywać emocje, rozpatrywać, rozprawiać na te tematy powoli zatracamy to, co najważniejsze, sama jakość czystego odczucia, czystej emocji, bez zastanawiania się, poczucia winy, nazywania...Zastanawiałaś/ zastanawialiście sie kiedys jak to jest, że lubimy osoby, nie wiedząc za co, nie pasujace do nas o odmiennych charakterach o odmiennych poglądach, kochamy ludzi za to, że są, za to, że istnieją i wiele innych tworów emocjonalnych, które odczuwamy i nie mają nazwy(?)...tak jest w naszym serialu, tutaj nie mozna sklasyfikowac wszystkiego, nazwać, ten rezyser to jakis psychologiczny geniusz...
Co do tego " intelektualizmu" muszę przyznać, że elementy takie występują w sexie...jednak daleko, daleko na jednym z ostatnich miejsc, czy jakby rozpatrywać wielowymiarowo temat, na jednym z ostatnich wymiarów....Od czasu kiedy ludzie zaczęli wszystko intelektualizować, nazywać uczucia, nazywać emocje, rozpatrywać, rozprawiać na te tematy powoli zatracamy to, co najważniejsze, sama jakość czystego odczucia, czystej emocji, bez zastanawiania się, poczucia winy, nazywania...Zastanawiałaś/ zastanawialiście sie kiedys jak to jest, że lubimy osoby, nie wiedząc za co, nie pasujace do nas o odmiennych charakterach o odmiennych poglądach, kochamy ludzi za to, że są, za to, że istnieją i wiele innych tworów emocjonalnych, które odczuwamy i nie mają nazwy(?)...tak jest w naszym serialu, tutaj nie mozna sklasyfikowac wszystkiego, nazwać, ten rezyser to jakis psychologiczny geniusz...
"A beautiful face without a name,
for so long.
A beautiful smile to hide the pain..."
by MACY.
for so long.
A beautiful smile to hide the pain..."
by MACY.
- Adex-fan Brooke
- Posty: 18328
- Rejestracja: 2005-08-24, 15:51
- Lokalizacja: woj.dolnośląskie
- Wiek: 42
Widzę że straciłaś wiare w Brooke, my po tych odcinkach jeszcze nie wiemy wiele bo oni sami jeszcze nie mówili dużo o uczuciach swoich pewnie bojąc się je przyznać. Korinn fajnie Ci odpisałaRoxi pisze:Pięknie napisane......aż można uwierzyć, że łaczył ich wyrafinowany erotyzm wynikający z uczuć a nie "zwykły" seks.
.
Polecam:DYNASTIA,Sunset Beach,B&B,Melrose Place,Desperate Housewives,Świat wg Bundych,Allo Allo,Pokolenia,Moonlighting,Baywatch,Alf,Nanny,Co ludzie powiedzą,Ally Mcbeal,QAF,Prison Break,Dexter,Dr Quinn,Y&R,Devious Maids, Sex and the city
Różnica między seksem okreslonym przez Korinn jako " bzykanie sie w łazience z nieznajomą w dyskotece" była owszem, ale z kolei jest tu inny czynnik wskazujący na amoralność tego czynu - relacja: zięć, teściowa.
Mogła być zagubiona i smutna Brooke, ale proszę nie zapominać, że doskonale wiedziała czego chce - przekonać zięcia do rozwodu i nie wykazała w tym zagubienia.
Zagubienie nie jest dobrą motywacją do seksu.....chyba, że dla kogoś seks tak mało znaczy, że się nim nawet w takiej sytuacji (nowy niespodziewany kochanek) wycisza.
Zawsze uważałam, że trzeba unikać pochopnych ocen, za to należy wziąć pod uwagę czynniki psychologiczne i sytuacyjne, ale pewne czyny sa pewnymi czynami i nie da się temu zaprzeczyć.
Ja nie pojmuje pozauczuciowej motywacji do uprawiania seksu "dla seksu".
Jeśli było to dla seksu i "wyciszenia skołatanych nerwów" to też wyżej napisałam.
Czy to nietolerancja z mojej strony? Nie mogę inaczej postrzegać seksu inaczej niż jako dopełnienie miłości, przeniesienie jej na inny wymiar oraz wyraz bliskości, trudno mi pojąc inne motywacje do wykonywaniatego typu czynności. Po prostu mnie to oburza.
Mogła być zagubiona i smutna Brooke, ale proszę nie zapominać, że doskonale wiedziała czego chce - przekonać zięcia do rozwodu i nie wykazała w tym zagubienia.
Zagubienie nie jest dobrą motywacją do seksu.....chyba, że dla kogoś seks tak mało znaczy, że się nim nawet w takiej sytuacji (nowy niespodziewany kochanek) wycisza.
Zawsze uważałam, że trzeba unikać pochopnych ocen, za to należy wziąć pod uwagę czynniki psychologiczne i sytuacyjne, ale pewne czyny sa pewnymi czynami i nie da się temu zaprzeczyć.
Ja nie pojmuje pozauczuciowej motywacji do uprawiania seksu "dla seksu".
Jeśli było to dla seksu i "wyciszenia skołatanych nerwów" to też wyżej napisałam.
Czy to nietolerancja z mojej strony? Nie mogę inaczej postrzegać seksu inaczej niż jako dopełnienie miłości, przeniesienie jej na inny wymiar oraz wyraz bliskości, trudno mi pojąc inne motywacje do wykonywaniatego typu czynności. Po prostu mnie to oburza.
Zbieraj me gesty, przyklejaj do papieru, powstanie z nich osobowosc, dla Ciebie - przyjacielu. Zadumaj się nad nią, odczytaj ją "inaczej" - zabacz jak wiele może mieć ona znaczeń.
Doskonale cię rozumiem..jednak...wchodzisz na grunt tak zwanego relatywizmu etycznego...są rożni ludzie...każdy z nich ma prawo do rozumienia sexu na swój sposób, i do końca mnie chyba nie zrozumiałaś...Nie twierdzę, że Brooke czy Deacon postąpili dobrze, ale ja abstrahuje tutaj od oceny czynu i relacji teściowa - zięć, której z resztą Brooke nie uznaje, tak jak ich małżeństwa...nie mówię, że Deacon był " lekarstwem na skołatane nerwy"...Sytuacja, która wniknęła nie była tylko czystym sexem jako takim, nie była może " dopełnianiem się miłości i przenoszeniem na inny wymiar", ale na pewno stała sie czymś więcej niż " numerkiem" itp. Niektórzy ludzie maja to szczęście, że sa z związku z osobami , które kochają i dopełniają tą miłość podczas współżycia i czerpią z tego radość..Brooke nie ma tego szczęścia...Jest wiele osób, które nie mają tego szczęścia...to nie znaczy, ze każdy związek o zabarwieniu erotycznym jest niemoralny i zły, bo nie staje się " przenoszeniem miłości na inny wymiar"..to jest po prostu inna sfera nieopisywalna, nie potrafię tego wytłumaczyć, nie lubię oceniać innych pod takim kątem, mam wielu wartościowych znajomych, którzy żyją w takich związkach o zabarwieniu erotycznym częściowo bez miłości..nie oburza mnie to..miłości sie szuka, a jeżeli jej nie ma to trzeba ja zastępować w życiu...omijam juz czynniki psychologiczne u Brooke, bo nie będę tu przynudzać tyle...
P>S. Dodam jeszcze, że jak się już miłość odnajdzie, jak powiedział Platon, drugą część siebie, własnej duszy..to wtedy dopiero sex nabiera tego ponadwymiarowego znaczenia, o którym pisałaś...
Niestety Rdge już ma żonkę i 3 dzieci....
P>S. Dodam jeszcze, że jak się już miłość odnajdzie, jak powiedział Platon, drugą część siebie, własnej duszy..to wtedy dopiero sex nabiera tego ponadwymiarowego znaczenia, o którym pisałaś...
Niestety Rdge już ma żonkę i 3 dzieci....
"A beautiful face without a name,
for so long.
A beautiful smile to hide the pain..."
by MACY.
for so long.
A beautiful smile to hide the pain..."
by MACY.
Skoro tak stawiasz sprawę, chciałabym zwrócić uwagę na pewną Twoją niekonsekwencję, mianowicie dlaczego (niczym Brooke) zakładasz, że Deacon powinien opuścić swoją żonę, żeby Bridget mogła znaleźć "prawdziwą, głeboka, pełną pasji obustronną miłośc" skoro tej milości można nie znaleźć w ogóle, jak sama przyznałaś, że nie każdemu jest dana? Teraz jest przynajmniej milość jest ze strony Bridget i pewna ze strony Deacona także, jest sympatia, są starania małżonków. Psychoterapeuta Alan Loy McGinnis podkreślił, że ludzie
często popełniają błąd zawierając ciągle kolejne powierzchowne związki, zamiast szukając tego czego szukają ludziach, pogłebiając związki już istnejące. Sama wspomniałaes, że ludzie szukają zastepstwa, czemu nie dać szansy małżeństwu Bridget&Deacon skoro ich związek może się pogłębić, on lubi Bridget, stara się być dobrym mężem, ona kocha jego i jest bardzo uczciwa...??
często popełniają błąd zawierając ciągle kolejne powierzchowne związki, zamiast szukając tego czego szukają ludziach, pogłebiając związki już istnejące. Sama wspomniałaes, że ludzie szukają zastepstwa, czemu nie dać szansy małżeństwu Bridget&Deacon skoro ich związek może się pogłębić, on lubi Bridget, stara się być dobrym mężem, ona kocha jego i jest bardzo uczciwa...??
Zbieraj me gesty, przyklejaj do papieru, powstanie z nich osobowosc, dla Ciebie - przyjacielu. Zadumaj się nad nią, odczytaj ją "inaczej" - zabacz jak wiele może mieć ona znaczeń.
Pan, o którym wspomniałaś, Alan Loy McGinnis podkreślał również ( czytałam i podziwiam jego książki), że miłość wyzwala miłość...więc kochając Deacona mała B. może wzbudzać w nim także uczucie...nie wiem czy była jakaś niekonsekwencja u mnie w wypowiedzi, raczej Twoja tej " niekonsekwencji" interpretacja, bo Deacon niestety znalazł już swoją druga połówkę, a jego obecna zona będzie dla niego tylko zastępstwem, ma do niego prawo, ale ona nie będzie szczęśliwa, po dłuższym czasie zrozumie, że on kocha ja zbyt płytko...
A, co do Brooke, gdzie było o zastępstwie ( chodziło mi o chwilowy szał emocji i namiętności) u Brooke, która po zawodzie kolejnym na ukochanym natrafiła na pełnego zrozumienia Deacona, który dał jej powtarzam " chwilowe" poczucie bezpieczeństwa...
nie potrafię tak jak ty do końca racjonalnie argumentować, bo jak pisałam wcześniej sfera ta nie jest dobra do racjonalnej argumentacji...Człowiek jako istota wielowymiarowa, wielobiegunowa i niezgłębiona jest nie do rozszyfrowania...Nie zabraniam B. szczęścia z Deaconem, może sie uda...ale sytuacja jest na tyle skomplikowana, że to powinno byc wszystko inaczej..Amber i Deacon, Brooke i Ridge...jednak ani w Modzie ani w zyciu tak nie jest i uczucia mieszają się, ludzie sie gubią we własnych emocjach i wyborach boja sie ryzykować utraty jednego aspektu miłości dla innego...np. z poczucia bezpieczeństwa dla wielkiej pasji i namiętności tu wymienię i Ridga i Amber, którzy pozostają ze swoimi partnerami, bo boją sie ryzyka utraty czegoś wartościowego....
[ Dodano: 2007-08-13, 01:32 ]
Wyrazy szacunku za cytowanie tego wielkiego psychiatry, super człowiek

A, co do Brooke, gdzie było o zastępstwie ( chodziło mi o chwilowy szał emocji i namiętności) u Brooke, która po zawodzie kolejnym na ukochanym natrafiła na pełnego zrozumienia Deacona, który dał jej powtarzam " chwilowe" poczucie bezpieczeństwa...
nie potrafię tak jak ty do końca racjonalnie argumentować, bo jak pisałam wcześniej sfera ta nie jest dobra do racjonalnej argumentacji...Człowiek jako istota wielowymiarowa, wielobiegunowa i niezgłębiona jest nie do rozszyfrowania...Nie zabraniam B. szczęścia z Deaconem, może sie uda...ale sytuacja jest na tyle skomplikowana, że to powinno byc wszystko inaczej..Amber i Deacon, Brooke i Ridge...jednak ani w Modzie ani w zyciu tak nie jest i uczucia mieszają się, ludzie sie gubią we własnych emocjach i wyborach boja sie ryzykować utraty jednego aspektu miłości dla innego...np. z poczucia bezpieczeństwa dla wielkiej pasji i namiętności tu wymienię i Ridga i Amber, którzy pozostają ze swoimi partnerami, bo boją sie ryzyka utraty czegoś wartościowego....
[ Dodano: 2007-08-13, 01:32 ]
Wyrazy szacunku za cytowanie tego wielkiego psychiatry, super człowiek
"A beautiful face without a name,
for so long.
A beautiful smile to hide the pain..."
by MACY.
for so long.
A beautiful smile to hide the pain..."
by MACY.
- Adex-fan Brooke
- Posty: 18328
- Rejestracja: 2005-08-24, 15:51
- Lokalizacja: woj.dolnośląskie
- Wiek: 42
Dawno nie było takiej fajnej polemiki, zwłaszcza między forumowiczkami
Przychylam się do zdania Korinn
Polecam:DYNASTIA,Sunset Beach,B&B,Melrose Place,Desperate Housewives,Świat wg Bundych,Allo Allo,Pokolenia,Moonlighting,Baywatch,Alf,Nanny,Co ludzie powiedzą,Ally Mcbeal,QAF,Prison Break,Dexter,Dr Quinn,Y&R,Devious Maids, Sex and the city
Ja pisałam wcześniej o sytuacji Bridget&Deacon od strony małżonki, Ty teraz napisałaś od strony Deacona, że mianowicie nie będzie szczerze kochał Bridget, ponieważ kocha Amber.
Wobec tego pozwoliłam sobie na następującą małą "analizę".
Założenie
Deacon odnalazł wielką swoją miłość, "tę jedyną" Amber.
Fakt
Amber zdecydowała, że zostanie z mężen (nie tylko chodziło o poczucie bezpieczeństa, Rick jest jej, mimo uczucia do Deacona, wielką miłością)
Konkluzja
Skoro Deacon nie może mieć Amber jako swojej odnalezionej miłości, na pewno zwiąże się z inną kobietą. Przecież tego typu meżczyzna nie pozostanie do końca życia wierny niespełnionej miłości i nie będzie żył w celibace. Wobec tego czeka go związek z inna kobietą, wobec tego tu pytaie się pojawia dlaczego to NIE Bridget ma nią być? W końcu Bridget to nie Amber, ale inna kobieta to też nie Amber. Z inną kobietą musiałby zacząc wszystko od początku, z Bridget związek jest nawiązany, jest nawet to małżeństwo. Ba, jest to nawet małżeństwo, w którym jego partnerka czuje się szczęsliwa. Czemu więc skoro Amber jest niedostępna, to nie u Bridget Deacon miałby szukać swojego szczęścia? Czemu nie u boku kobiety, która go kocha i jest mu oddana?
Wobec tego pozwoliłam sobie na następującą małą "analizę".
Założenie
Deacon odnalazł wielką swoją miłość, "tę jedyną" Amber.
Fakt
Amber zdecydowała, że zostanie z mężen (nie tylko chodziło o poczucie bezpieczeństa, Rick jest jej, mimo uczucia do Deacona, wielką miłością)
Konkluzja
Skoro Deacon nie może mieć Amber jako swojej odnalezionej miłości, na pewno zwiąże się z inną kobietą. Przecież tego typu meżczyzna nie pozostanie do końca życia wierny niespełnionej miłości i nie będzie żył w celibace. Wobec tego czeka go związek z inna kobietą, wobec tego tu pytaie się pojawia dlaczego to NIE Bridget ma nią być? W końcu Bridget to nie Amber, ale inna kobieta to też nie Amber. Z inną kobietą musiałby zacząc wszystko od początku, z Bridget związek jest nawiązany, jest nawet to małżeństwo. Ba, jest to nawet małżeństwo, w którym jego partnerka czuje się szczęsliwa. Czemu więc skoro Amber jest niedostępna, to nie u Bridget Deacon miałby szukać swojego szczęścia? Czemu nie u boku kobiety, która go kocha i jest mu oddana?
Zbieraj me gesty, przyklejaj do papieru, powstanie z nich osobowosc, dla Ciebie - przyjacielu. Zadumaj się nad nią, odczytaj ją "inaczej" - zabacz jak wiele może mieć ona znaczeń.
To fragment z mojej poprzedniej wypowiedzi: " Człowiek jako istota wielowymiarowa, wielobiegunowa i niezgłębiona jest nie do rozszyfrowania...Nie zabraniam B. szczęścia z Deaconem, może sie uda"... Tylko zaznaczam swoja niechęć do ich związku, gdyż moim zdaniem nie pasują do siebie, ale kto wie..zobaczymy..może nasza mała księżniczka nie będzie cierpiała, może utrzyma sie jej szczęście..poczekamy, zobaczymy..tylko ja w to po prostu wątpię
...
[ Dodano: 2007-08-13, 18:41 ]
Ciekawa scena w łóżku Deacona z Briget...tak jakby ona " najadała " sie nim..i pyta go ciągle " i jak się czujesz?", " jak było" " Zrobić ci śniadanie?"...przychylam sie coraz bardziej do zdania Adexa o sex zabawce...nie ważne, że ja zdradził, oszukiwał, kochał i nadal coś czuje do Amber..ona nadal chce z nim być i nic jej nie przeszkadza, co on robi, byleby ją
bzykał...
[ Dodano: 2007-08-13, 18:41 ]
Ciekawa scena w łóżku Deacona z Briget...tak jakby ona " najadała " sie nim..i pyta go ciągle " i jak się czujesz?", " jak było" " Zrobić ci śniadanie?"...przychylam sie coraz bardziej do zdania Adexa o sex zabawce...nie ważne, że ja zdradził, oszukiwał, kochał i nadal coś czuje do Amber..ona nadal chce z nim być i nic jej nie przeszkadza, co on robi, byleby ją
"A beautiful face without a name,
for so long.
A beautiful smile to hide the pain..."
by MACY.
for so long.
A beautiful smile to hide the pain..."
by MACY.
Po prostu zakochana w mężu dziewczyna umie wybaczać, podziwiam ją za dojrzałość. To, co zrobił Deacon nie znaczy, że ją nie zraniło, miłośc jednak była silniejsza nad rozczarowania. Dla niej przysięga małżeńska coś znaczy. Małżeństwo to nie świstek papieru, ale związek pobłogosławiony przez Boga. Jakby faktycznie chodziłoby jej o sam seks, który nazwałaś "bzykaniem", nie byłaby dziewicą do ślubu, tylko by się oddawała praktykom seksualnym wcześniej z różnymi partnerami.
Deacon przyznał, że imponują mu wartości jakie reprezentuje Bridget, a których nie miał wpojonych, nikt go ich nie nauczył.
Dlaczego oceniasz Brooke i Bridget wg innych kryteriów? Skoro seks wiernej żony, która zachowała dziwictwo do ślubu z ukochanym przez nią mężem, który także przyznał, że ją kochał nazywasz "bzykaniem się", to jak nazwiesz nagły seks Brooke z zięciem bez miłości, bez przygotowania, bez związku??
Deacon przyznał, że imponują mu wartości jakie reprezentuje Bridget, a których nie miał wpojonych, nikt go ich nie nauczył.
Dlaczego oceniasz Brooke i Bridget wg innych kryteriów? Skoro seks wiernej żony, która zachowała dziwictwo do ślubu z ukochanym przez nią mężem, który także przyznał, że ją kochał nazywasz "bzykaniem się", to jak nazwiesz nagły seks Brooke z zięciem bez miłości, bez przygotowania, bez związku??
Zbieraj me gesty, przyklejaj do papieru, powstanie z nich osobowosc, dla Ciebie - przyjacielu. Zadumaj się nad nią, odczytaj ją "inaczej" - zabacz jak wiele może mieć ona znaczeń.
Tylko, że tak rozumując można uzasadnić wszystko, każdą zdradę, każdy w ogóle czyn. Człowiek jest skomplikowany, może wyjdzie im to na dobre.Korinn pisze:To fragment z mojej poprzedniej wypowiedzi: " Człowiek jako istota wielowymiarowa, wielobiegunowa i niezgłębiona jest nie do rozszyfrowania...Nie zabraniam B. szczęścia z Deaconem, może sie uda"...
Albo może go kocha i dlatego chce jego szcześcia przy swoim boku. Takiej interpretacji też nie można wykluczyć...Ciekawa scena w łóżku Deacona z Briget...tak jakby ona " najadała " sie nim..i pyta go ciągle " i jak się czujesz?", " jak było" " Zrobić ci śniadanie?"...przychylam sie coraz bardziej do zdania Adexa o sex zabawce...nie ważne, że ja zdradził, oszukiwał, kochał i nadal coś czuje do Amber..ona nadal chce z nim być i nic jej nie przeszkadza, co on robi, byleby jąbzykał...
Ja nikogo nie oceniam! Po prostu wyraziłam swoje odczucie na temat tego, co zobaczyłam, nie mam zamiaru prowadzić dziwacznej wojny z jakimiś tekstami Roxi pod tytułem " pobłogosławiony przez Boga", " wybaczyła, bo jest dojrzała"...Co wy tu prowadzicie batalię, kto sie lepiej wypowie, albo pociągnijmy kogoś za język...?A może chodzi o to, że popieram Brooke? Właściwie to opisałam swoje odczucia na temat sceny z filmu, nie sadzę aby Bridget była dojrzała.." a sexu z innymi partnerami" nie uprawiała, bo jest za młoda i za wcześnie się ożeniła..dopuszczam wszelkie inne interpretacje tej sytuacji, jakie macie ochotę, ale ataków na mnie nie dopuszczam...Bardzo dojrzałe było chwalenie sie koleżankom jakiego sie ma super męża i bardzo dojrzałe było dzielenie sie z nimi swoimi intymnymi odczuciami...Wkurza mnie przemycanie na forum jakiejś hipokryzji i dziwacznej moralności...Każdy ma prawo do własnego zdania, żadnych opcji nie wykluczam i nie będę tolerowała takich płytkich i nie przemyślanych ataków na moją osobę! Roxi to nie jest katecheza, nie jesteśmy w kościele ani w szkole...
A to cytat wyjaśniający niektórym trochę tok mojego rozumowania:
" Między ludźmi istnieje więcej podobieństw niż różnic, ale mimo tej jednorodności nie zapominajmy nigdy(...) iż różnimy się ową tajemniczą kompozycją wad i zalet, która czyni każdego z nas niepowtarzalnym okazem ludzkiego gatunku..."
Rene Dubos ( 1986)
W poście, gdzie pisałam, ze " nie zabraniam szczęścia B. z Deaconem" - chodziło o Bridget...
P.S. Nie chce nikogo obrazić, bronię się i odpowiadam na posty skierowane do mnie, to nie jest of top, napomknęłam o Bridget i dywagacje są wokół jej osoby i sexu ma się rozumieć.

A to cytat wyjaśniający niektórym trochę tok mojego rozumowania:
" Między ludźmi istnieje więcej podobieństw niż różnic, ale mimo tej jednorodności nie zapominajmy nigdy(...) iż różnimy się ową tajemniczą kompozycją wad i zalet, która czyni każdego z nas niepowtarzalnym okazem ludzkiego gatunku..."
Rene Dubos ( 1986)
W poście, gdzie pisałam, ze " nie zabraniam szczęścia B. z Deaconem" - chodziło o Bridget...
P.S. Nie chce nikogo obrazić, bronię się i odpowiadam na posty skierowane do mnie, to nie jest of top, napomknęłam o Bridget i dywagacje są wokół jej osoby i sexu ma się rozumieć.
"A beautiful face without a name,
for so long.
A beautiful smile to hide the pain..."
by MACY.
for so long.
A beautiful smile to hide the pain..."
by MACY.
Ale ludzie często opowiadają o swoich partnerach, także ci niewątpliwie dojarzli i np. ja nie widzę w tym nic złego. Natura nasze jest taka, że gdy jesteśmy szczęśliwi, to chcemy by inni o tym wiedzieli. I nie ma co dziwić się Bridget - opowiadała koleżankom o swoich doznaniach
Wręcz podejrzane by było, gdyby tego nie robiła
Tym bardziej zaś oznakom dojarzłości jest to, że umnie wybaczyć. Nie sądzę, by można było mówić o seks-zabawce - gdyby dziewczyna tak to pojmowała, to zapewne szukałaby innych wrażeń, z innymi partnerami, a ona tego nie robi.
- Adex-fan Brooke
- Posty: 18328
- Rejestracja: 2005-08-24, 15:51
- Lokalizacja: woj.dolnośląskie
- Wiek: 42
Po co ma szukac innych zabawke jak ma jedną? No ja wiem że ona go kocha, ale jednak ciągle jest napalona na seks, nawet Thorne'owi zaczeła o tym mówić 
Polecam:DYNASTIA,Sunset Beach,B&B,Melrose Place,Desperate Housewives,Świat wg Bundych,Allo Allo,Pokolenia,Moonlighting,Baywatch,Alf,Nanny,Co ludzie powiedzą,Ally Mcbeal,QAF,Prison Break,Dexter,Dr Quinn,Y&R,Devious Maids, Sex and the city
