A co do gry Morgan, to też mi się podoba. Jak na telenowelę, całkiem nieźle.
Bieżące odcinki cz. 1
A, to fakt, że Ridż ma swój rozum. Zapomniałam o tym
Idiota... Dopiero teraz uzmysłowił sobie, że przecież mógł zapytać sam Tejlor, co ona o tym sądzi i sam z nią porozmawiać.
A co do gry Morgan, to też mi się podoba. Jak na telenowelę, całkiem nieźle.
A co do gry Morgan, to też mi się podoba. Jak na telenowelę, całkiem nieźle.
Żadna inna rodzina nie zaznała tylu nieszczęść, co Forrester'owie.
I nad widzami.Nie widzę w tym wpadki scenarzystów. Morgan po prostu znęcała się psychicznie nad Clarkee'iem
Drugie wejście Morgan do Garrisona było o wiele lepsze i obfitowało w ciekawe teksty. Mimo 100 podejść do guziczka od aparatury.
Jak widać można się ciekawiej znęcać nad Clarkiem, nie męczac przy tym widzów.
Nie zdziwię się jak jutro Morgan znowu oznajmi Clarkowi, że to ona wypuściła Patsy.
Ale i tak odcinki zaliczam do bardzo udanych. Czekałem szczególnie na sceny Królowej z Deaconem a potem za drugim podejściem zaciekawiła mnie Morgan.
Przy Brooke ziewałem. Jedynie Taylor uratowała scenę w gabinecie Logan.
Ostatnio albo nie ma Brooke, albo się pojawia i zapycha dziury. Chociaż z drugiej strony niech nią zapychają dziury Brooke niż CJ-em który wykłóca się o dziecko. Tego bym chyba nie wytrzymał.
"Stephanie is not for here you anymore. She's gone now. Things are going to be very different around you right now. I'm going to find a way to stop you".
Kiedy Stefa przytuliła Deacona to mi aż szczęka opadła! chwilę wczesniej sie szarpią, na oczach całej knajpy (30 -letni kierownik szamotający się z 60 letnia kobieta we własnym lokalu na oczach klientow to musi byc ciekawy widok), a za chwile uczepili sie siebie do tego stopnia ze mieli trudnosci z oderwaniem
Stefę rozumiem - ma cel, dąży do niego i niektore sprawy nie maja przy tym znaczenia, ale Deacon...? nagle z miejsca glos mu sie lamie, oczka zachodza mgla i opowiada o tym jak go ojczym chcial glodzic...i zwierza sie osobie na ktora kilka minut wczesniej psioczyl!
Chyba faktycznie musi miec tą "jakąś-tam-osobowość" o ktorej mowil ze pierwszy raz uslyszal o niej w wieku 6 lat, inaczej by sie tak nie zachowywal
A Amber krazy sobie tak między domem Forresterków a Spectrów, i nikt niczego nie podejrzewa? tu sie caluje z Rickiem i przytula a potem sie przeprowadza z CJ do hotelu! <hahaha>
Co do Clarke'a to wspolczuje mu...tego ze jakas psychopatka przylazi codziennie do niego i powtarza mu po raz siedemnasty z chytra mina ze to ona wypuscila weza, a on nawet jej nie moze powiedziec zeby wymyslila cos nowego, i tak sie biedak meczy caly czas.
Stefę rozumiem - ma cel, dąży do niego i niektore sprawy nie maja przy tym znaczenia, ale Deacon...? nagle z miejsca glos mu sie lamie, oczka zachodza mgla i opowiada o tym jak go ojczym chcial glodzic...i zwierza sie osobie na ktora kilka minut wczesniej psioczyl!
Chyba faktycznie musi miec tą "jakąś-tam-osobowość" o ktorej mowil ze pierwszy raz uslyszal o niej w wieku 6 lat, inaczej by sie tak nie zachowywal
A Amber krazy sobie tak między domem Forresterków a Spectrów, i nikt niczego nie podejrzewa? tu sie caluje z Rickiem i przytula a potem sie przeprowadza z CJ do hotelu! <hahaha>
Co do Clarke'a to wspolczuje mu...tego ze jakas psychopatka przylazi codziennie do niego i powtarza mu po raz siedemnasty z chytra mina ze to ona wypuscila weza, a on nawet jej nie moze powiedziec zeby wymyslila cos nowego, i tak sie biedak meczy caly czas.
I’m your dream, make you real
I’m your eyes when you must steal
I’m your pain when you can’t feel
Sad but true
I’m your eyes when you must steal
I’m your pain when you can’t feel
Sad but true
-
Nelya
-
GL Forever
- Posty: 1815
- Rejestracja: 2007-01-16, 15:27
- Lokalizacja: Polska
Dzisiejsze odcinki były wyjątkowe - Forresterki pracowały - nieczęsto im się to zdarza, przeważnie nie mają na to czasu, bo sa zbyt zajęci romansowaniem, niszczeniem komuś życia i innymi intrygami:P
W szpitalu scenki też były niezłe - charczący Clarke, Morgan która pewnym ruchem zakłada sobie z miną niewiniątka apaszkę którą sekundę wcześniej chciała udusić Taylor, i potem jak wywalała miśka z torebki na kołdrę
A Taylor udzielił się chyba paraliż Clarke'a, z tym ze jej się rzucił na uszy tylko-normalny człowiek słyszałby że ktoś wszedł do sali i się za nim czai <hahaha>
Nie wiedziałam, że Brooke jest z Ericem w tak dobrych kontaktach że on się jej zwierza np o tym, co mówi w domu Stephanie
Hahahaha a rozwaliła mnie scena w której Brooke dostała w łeb, jakiż to zbieg okoliczności że ona stała akurat w takim miejscu że to spadło jej prościuteńko z góry na głowę:P
W szpitalu scenki też były niezłe - charczący Clarke, Morgan która pewnym ruchem zakłada sobie z miną niewiniątka apaszkę którą sekundę wcześniej chciała udusić Taylor, i potem jak wywalała miśka z torebki na kołdrę
Nie wiedziałam, że Brooke jest z Ericem w tak dobrych kontaktach że on się jej zwierza np o tym, co mówi w domu Stephanie
Hahahaha a rozwaliła mnie scena w której Brooke dostała w łeb, jakiż to zbieg okoliczności że ona stała akurat w takim miejscu że to spadło jej prościuteńko z góry na głowę:P
I’m your dream, make you real
I’m your eyes when you must steal
I’m your pain when you can’t feel
Sad but true
I’m your eyes when you must steal
I’m your pain when you can’t feel
Sad but true
- Marek Forrester
- Posty: 5254
- Rejestracja: 2006-02-03, 11:10
- Lokalizacja: Kalisz
Właśnie ta lampa co to spadła na Brooke to jakaś szmira
To stało się tak nagle i niespodziewanie, pożegnanie, słodka muzyka i trach Brooke na podłodze leży
Bardzo dziwne.
Ale podobała mi się dzisiaj gra psychologiczna Morgan z Clarkiem, ale go przeraziła... A w torbie był pluszak hehe. Morgan potrafi zastrzszyć człowieka.
Ale podobała mi się dzisiaj gra psychologiczna Morgan z Clarkiem, ale go przeraziła... A w torbie był pluszak hehe. Morgan potrafi zastrzszyć człowieka.
Nobody does it better
Ale za to własnie nie lubie Morgan za te mamipulacje ludzmi!!!Alexander pisze:Właśnie ta lampa co to spadła na Brooke to jakaś szmiraTo stało się tak nagle i niespodziewanie, pożegnanie, słodka muzyka i trach Brooke na podłodze leży
Bardzo dziwne.
Ale podobała mi się dzisiaj gra psychologiczna Morgan z Clarkiem, ale go przeraziła... A w torbie był pluszak hehe. Morgan potrafi zastrzszyć człowieka.
Wczoraj thriller (Morgan) z elementami melodramatu (Stephanie & Deacon) a dziś horror (ponownie Morgan) z elementami komedii (Brooke i to coś co na nią spadło).
Morgan przechodzi już samą siebie. Zastanawiam się tylko, po co ona przyszła, czy też wróciła do FC? Wymieniła tylko jakieś teczki - uwaga, niebezpieczne słowo - i znów wróciła do szpitala aby u Clarke'a to pojawiać się, to znowu znikać.
Ridge najpierw sam oskarża Morgan w szpitalu by potem bronić ją przed Stephanie. Jak zwykle niezdecydowany.
No i ostatnia scena, która mnie powaliła.Na szczęście nie dosłownie - tak jak Brooke.
Kiedy to coś spadło z góry to najpierw się przeraziłam aby po chwili parsknąć śmiechem.
Jak ta Brooke pięknie leciała na podłogę.
Morgan przechodzi już samą siebie. Zastanawiam się tylko, po co ona przyszła, czy też wróciła do FC? Wymieniła tylko jakieś teczki - uwaga, niebezpieczne słowo - i znów wróciła do szpitala aby u Clarke'a to pojawiać się, to znowu znikać.
Ridge najpierw sam oskarża Morgan w szpitalu by potem bronić ją przed Stephanie. Jak zwykle niezdecydowany.
No i ostatnia scena, która mnie powaliła.Na szczęście nie dosłownie - tak jak Brooke.
Kiedy to coś spadło z góry to najpierw się przeraziłam aby po chwili parsknąć śmiechem.
Jak ta Brooke pięknie leciała na podłogę.
... i ślubuję Ci uśmiech przy porannej kawie, parasol w deszczu i stokrotki na wiosnę...






