Miedzy tymi dwoma skrajnościami istnieje środek, bardzo duży. A jak wiadomo, skrajność w każdą stronę jest destrukcyjna i przynosi więcej szkody niż pożytku (zarówno dla tego który w nią popadł jak i dla jego otoczenia).mailo pisze:Tiril zgadzam sie z twoim postem, ale nie do konca. Nie nazwalbym tego egzaltacja, ale silnie rozwinieta empatia. Jedni ludzie potrafia sie wczuc w sutuacje 2 czlowieka (np bliskich ofiar) a inni maja wszystko gdzies, bo przeciez to nie byly ich rodziny itp.
W tym smutnym i niecodziennym okresie dla Polaków jestem niestety poza Polską,ale również przeżywam to co się stało, i łączę się w żalu z rodakami. Ale to nie znaczy, że mam o niczym innym nie mysleć, nie iść do pracy, nie zrobić mężowi obiadu, sama go nie zjeść czy nie iść z psem na spacer. Chociaż jest smutny czas, żyje się dalej.
Wiem, co to znaczy przeżywanie smierci, zarówno osoby wielkiej, sławnej (JP2), jak i osoby najbliższej (młodszy, nastoletni brat po miesiącach niesamowitych cierpień nowotworowych, fizycznych i psychicznych), i wiem, że choć może być tak ciężko, że brakuje tchu, to trzeba żyć dalej. My wciąż żyjemy.
Damians, Twoje wyzwiska składam na karb szoku.



